Po pierwszej nocy na dzikim kempingu okazało się, jakże mogłoby być inaczej, że jestem tylko słabym, miejskim chłopcem, zupełnie nieprzystosowanym do życia na łonie natury.

Przyroda przytłacza mnie swoja siła i liczba bodźców, szczególnie w nocy, gdy nie daje zasnąć. W dzień jeszcze jakoś sobie radzę, powoli ja oswajam. Pływam w zimnej, morskiej wodzie, biegam po lasach i górach, czuję się komfortowo w czasie deszczu i upału.
Ale noc, a tym bardziej noc z dala od cywilizacji jest zupełnie inna, straszna.

Po pierwsze, wyraźnie odczuwam brak dźwięków miasta, szumu samochodów, odgłosów klatki schodowej, nawoływań i nocnych kłótni sąsiadowi. Te dźwięki, jakże znajome i przyjazne, to moja kołysanka.
Tutaj, na plaży, na której próbuje usnąć, nie ma dźwięków miasta. Są za to inne, głośne i gwałtowne. Fale uderzają o brzeg, z roztrojona, nie regularną częstotliwością, niwecząc jakiekolwiek próby snu.

A w momencie, gdy mimo wszystko, udaje mi się zasnąć, to zaraz przypominają o sobie, wyrywając z objęć Morfeusz, hukiem i trzaskiem. Dźwięki fal, te znane z aplikacji telefonu komórkowego, są jakieś inne, łagodniejsze, bardziej bliskie.

Po drugie, brak mi tutaj mojego łóżka, szerokiego i wygodnego, idealnie dopasowanego do mojego miękkiego ciała. W domu, każdej wieczoru zapadam się w jego otchłań a ono gwarantuje komfort i dobrze przespana noc.
Piasek, na którym teraz leżę, nie jest tak wygodny. Przez pierwsze 15 min jest nawet ok, ale gdy już prawie zaczynam być zadowolony z pozycji, zaczyna doskwierać brak sprężyn z pamięcią.

dziki camping na gran canaria

Po trzecie, w mieszkaniu można wyłączyć światło i ustawić optymalną temperaturę.
Księżyca i wiatru wyłączyć się nie da.

Przyznaje, rzuciliśmy się trochę na głęboką wodę. Po kilku dniach spędzonych na wygodnych kempingach, postanowiliśmy spróbować noclegu na dziko. Znaleźliśmy idealna plaże, o zmierzchu rozbiliśmy namiot.
Po godzinie namiot jednak zwinęliśmy, wspólnie orzekając, że raczej nie. W jakiś niezbadany sposób ściany namiotu działały jak syntezator, wzmacniając dźwięki i szmery. Dzień wcześniej, na kempingu nam to nie przeszkadzało. Tutaj, z dala od cywilizacji, wyobraźnia daje popis własnej, nieograniczonej twórczości.

Ale nie chcieliśmy się tak łatwo poddać. Postanowiliśmy spać w śpiworach, na piasku. No i leżę, gwiazdy nad głową, księżyc, jest nawet przyjemnie, ale mózg spać nie chce.

Ciekawe ile dni zajęłoby mi przystosowane się do nowych warunków? Jestem pewny, że nie długo, my ludzie jesteśmy mistrzami w przystosowywaniu. Ponadto, przez setki milionów lat przyroda była naszym jedynym domem, dopiero od niedawna zaczęliśmy budować z betonu i ograniczać się od niej, uciekać, chować, w pogoni za komfortem.
Wydaje mi się, że robimy sobie ogromną krzywdę ograniczając kontakt z naturą. Krótki bieg z klatki do auta i z auta do biura oraz cotygodniowe zajęcia przytulania drzew to zdecydowanie za mało.

Nie wspominam nawet o umiejętności polowania, zdobywania żywności, pitnej wody, czy obrony przed drapieżnikami.

Nie wspominam, bo po co? Zostałem pokonany przez sam dźwięk morza, na walkę z tygrysem muszę jeszcze poczekać, dorosnąć, zmężnieć.

Facebook Comments